Mery Spolsky to kobieta – zjawisko. O rozmowie z nią marzyłam od dłuższego czasu, dlatego też nie mogłam sobie odpuścić, gdy nadeszła ku temu okazja. Spotkałyśmy się podczas Juwenaliów Śląskich, przed jej występem, który porwał publiczność. Z tej rozmowy zapamiętam jej uśmiech i bijącą od niej radość. Opowiedziała mi o planach na przyszłość bliższą i dalszą, o tym co ją inspiruje i dlaczego rzadko przeklina na koncertach.

 

Mery Spolsky. Z jednej strony swojsko, z drugiej zaskakująco obco. Skąd pomysł na pseudonim?

Mery Spolsky to taka moja mała ironia, bo z jednej strony jestem z Polski, piszę po polsku i nigdzie się nie wybieram, ale tą drugą nogą chciałabym być światowa. „Y” na końcu to aluzja do zamerykanizowanych Kowalskych i innych nazwisk. W moim przypadku zawsze jest to z przymrużeniem oka – taki mój mały żart.

Skoro już rozmawiamy o rzeczach dla Ciebie charakterystycznych: jak to się stało, że na myśl o Mery myślimy o paskach i krzyżach?

Paski mają dwa podłoża. Po pierwsze – zawsze ubierałam się na czarno i biało, więc czarno-białe paski to dla mnie bardzo ładny i charakterystyczny print. Poza tym kryje się za nimi moja prywatna miłość do Republiki i do Ciechowskiego, którzy mieli flagę w paski i do filmu „Sok z żuka”. Skończyło się na tym, że Mery Spolsky też jest w paski. Krzyż wziął się stąd, że między wierszami moje piosenki są trochę smutne i czasem żałobne, tak jak „Przegapiłam pogrzeb swój” w związku z czym krzyż jest aluzją i też żartem, że Mery Spolsky to sanitariuszka muzyczno-modowa.

Tegoroczne wakacje zapowiadają się dla Ciebie raczej luzem czy ciężką pracą? Za chwilę Orange Warsaw Festival, pod koniec sierpnia Late Summer w Poznaniu, znajdziesz czas na opalanie i zwiedzanie?

Absolutnie nie chcę znajdywać czasu na opalanie, mam nadzieję, że uda mi się pograć więcej, ponieważ OWF to początek czerwca, Late Summer to wrzesień, natomiast lipiec i sierpień jeszcze nie są u mnie zapełnione. Nie zamierzam nigdzie wyjeżdżać, raczej czekam, ponieważ może się jeszcze pojawi okazja, żeby gdzieś zagrać. Byłam niedawno w Grecji, wystarczy.

Którego festiwalu nie możesz się najbardziej doczekać? Który będzie dla Ciebie największym wyzwaniem?

Najbardziej Orange Warsaw Festival, byłam na nim kilka razy i zawsze chciałam tam wystąpić. To jest jedno z marzeń, które miałam na swojej liście, więc nie mogę się doczekać, naprawdę.

Kto jest dla Ciebie największą inspiracją?

Największą inspiracją jest dla mnie Republika i Ciechowski, co nie jest dużym zaskoczeniem. Do tej muzyki zawsze wracałam i wracam, ale ostatnio też nowa Nosowska, która zainspirowała mnie do tego, żeby robić swoje i przewracać świat do góry nogami.

Z kim najchętniej nagrałabyś duet?

Teraz marzy mi się kolaboracja raperska, bo spodobały mi się klimaty łączenia rapu z muzyką pop i muzyką akustyczną. Bardzo chciałabym nagrać coś z Sokołem albo Grubsonem, ale to tylko takie marzenia.

Jest jakiś nurt muzyczny, który jest Ci obcy? Grałaś mocnego rocka w Normal Polish Butterfly, psychodelię w Makijażu, śpiewałaś piosenki Agnieszki Osieckiej..

Dla mnie nowym i nieznanym gatunkiem jest heavy metal, absolutnie nie słucham i nie lubię. Takie mocne rockowe brzmienia nie są dla mnie.  Myślę też, że paradoksalnie obca jest mi muzyka klasyczna, mimo tego, że wiele lat grałam na skrzypcach to teraz w ogóle jej nie słucham i nie praktykuję.

Czy popularność zmieniła coś w Twoim życiu?

Tak naprawdę nie zmieniło się nic. Krok po kroku tworzę muzykę i cieszę się, że dociera ona do większej ilości odbiorców. Ja nie czuję się popularna i dobrze mi z tym, chociaż miło mi z tym, że ktoś kojarzy Mery Spolsky.

Jak Twoja rodzina i przyjaciele reagują na Twoją twórczość? Bezkrytycznym uwielbieniem czy może są Twoimi największymi krytykami?

Mój tata zawsze wspierał mnie muzycznie, zgadza się na absolutnie wszystko i reaguje pozytywnie. Reszta rodziny była zaskoczona, bo znała mnie od strony Marysi grającej na skrzypcach na imieninach u cioci, a potem nagle wychodzę na scenę i pojawiają się przekleństwa, czasem wulgarne aluzje. Dziadek się mnie pytał kim był pan, którego miło było poznać, ale reagują raczej pozytywnie.

Jak to jest z tymi przekleństwami? Matki z małymi dziećmi uciekają z koncertów czy może wszyscy reagują naturalnie?

Ja w większości przypadków pozwalam zaśpiewać je publiczności. Zauważyłam, że ludzie na koncertach najgłośniej śpiewają właśnie przekleństwa. Coś jest w społeczności, że jak można zrobić coś nielegalnego to wszyscy idą w to tłumem, dlatego oddaję im możliwość zaśpiewania i bardzo się cieszę, kiedy to robią. Zdarzały się sytuacje, szczególnie jak grałam supporty przed Natalią Kukulską, tam często przychodziły mamy z dziećmi i widziałam na ich twarzach zniesmaczenie, dlatego tam trochę stopowałam. U mnie te przekleństwa to też nie jest sprawa przecinkowa, pojawiają się u mnie w dwóch utworach, w których są pewnego rodzaju żartem,  dlatego jak komuś to nie pasuje to może przeboleć tę jedną sekundę.

Planujesz grać poza granicami naszego kraju?

Bardzo bym chciała. W zeszłym roku udało mi się pojechać do Tokio zagrać koncert, co było jakimś szałem. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek pojawi się taka szansa, ponieważ nigdy nie miałam specjalnych aspiracji do promowania swojej muzyki poza granicami, bo ja piszę po polsku i wiem, że za granicą nie jest to specjalnie pożądane. Czasem los płata figle i w zeszłym roku wysłał mnie do Japonii, więc jeśli w tym roku też gdzieś mnie wyśle to będę zachwycona.

Jaka jest najśmieszniejsza rzecz, którą usłyszałaś albo przeczytałaś na swój temat w internecie?

Ludzie bardzo często myślą, że śpiewam z playbacku, co trochę mnie śmieszy. Była taka sytuacja podczas kameralnego koncertu, kiedy pani dosłownie wyrwała mi mikrofon, żeby sprawdzić, czy to żywy głos. Pech chciał, że akurat w tym momencie poleciały chórki, których często używam i nie uważam, żeby były czymś złym, a wręcz przeciwnie. Pani założyła, że w takim razie śpiewam z nagrania i stwierdziła, że wszyscy wychodzą, bo Mery śpiewa z playbacku.

 Masz na swoim koncie wiele festiwali i przeglądów artystycznych, który uważasz za najważniejszy i dlaczego?

Najważniejszy dla mnie był PPA, czyli Przegląd Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, bo tam czułam, że ludzie już rozumieją dlaczego przerobiłam piosenkę na swój styl i tam była artystyczna atmosfera. Inni uczestnicy też robili dziwne rzeczy i to było dla wszystkich akceptowalne. Na innych festiwalach chodziło bardziej o odtworzenie czyjejś piosenki, a jeżeli ktoś wychodzi i robi to do góry nogami to jest to coś złego. Poznałam tam również wiele ludzi sztuki i czułam, że wszyscy coś robimy dla sztuki, a nie odtwarzamy.

No to ostatnie pytanie… Kiedy nowy album?

To jest tajemnica, ale jest już cała koncepcja na nowy album. Staram się nie podawać konkretnych terminów, żeby nie zapeszać. Już kilka razy powiedziałam, że coś wydarzy się w danym dniu a potem coś poszło nie tak i ludzie mieli niedosyt. Jedno co mogę powiedzieć to to, że nowa płyta to kwestia tego roku, ewentualnie przyszłego. Numery są już gotowe, teksty są gotowe, koncepcja też. Jedyne co nie jest gotowe to decyzja kiedy to wypuścić.

Komenatrze

komentarz