Mad Music

„MUZYKA TO MÓJ SPOSÓB NA BYCIE AUTENTYCZNĄ I SZCZERĄ” – MORIAH WOODS [WYWIAD]

Moriah Woods to nieprzeciętnie utalentowana song-writerka i wokalistka. Pochodzi ze USA, ale od kilku lat mieszka i nagrywa w polskich Puławach. Ma na swoim koncie wydany w 2013 roku album „Bring The Rain” oraz „The Road To Some Strange Forest” w 2016 roku. Jej piosenki to alternatywny, amerykański folk z głębokim, mrocznym zacięciem, lecz niepozbawiony delikatności. Szczególną uwagę zwraca wyjątkowy głos Moriah – jest mocny, ale zarazem subtelny. Momentami może rodzić skojarzenia z Dolores O’Riordan, ale porównanie to też nie oddaje jego istoty. Tego głosu po prostu trzeba posłuchać samemu i dać mu się oczarować.

Sandra Kostromska: Moriah czy Marysia, bo tak mówią do Ciebie Twoi polscy fani. Jak wolisz być nazywana?

Moriah Woods: To wasza decyzja. Czasami ludzie mówią do mnie Marysia czasami „Morija”, a nawet czasami w mailach jestem „panem”. <śmiech>

No tak, polskie imiona żeńskie kończą się na „a”.

Dokładnie. Więc Moriah, Marysia… Jak komu wygodniej.

Doszły do mnie słuchy, że Twój trzeci album jest już prawie gotowy.

Nie jest do końca gotowy, jeszcze piszemy materiał. Mam nadzieję, że będzie ukończony na zimę, ale nie jest to pewne. W moim zespole dużo się zmieniło, aktualnie muszę skupić się na tym aspekcie. Na razie ja gram na gitarze i jest ze mną perkusista. Brakuje mi basisty, może jeszcze innych instrumentów… Potrzebujemy kogoś jeszcze w zespole, dlatego muszę się skupić na znalezieniu muzyków. Albo zorganizować to tak, żeby mimo tego braku nagrać wszystkie dźwięki, jakie są potrzebne.

Aby wydać nową płytę zorganizowałaś specjalną akcję. Każdy, kto kupił jedną z ostatnich już fizycznych sztuk Twojej pierwszej płyty „Bring The Rain”, dostawał ręcznie wykonaną pocztówkę z dedykacją. Opowiedz o tym, skąd pomysł i przede wszystkim jak przebiegła akcja?

Tak jak zapowiadałam – jest to ostatnia szansa na zdobycie tej płyty, nie chcę już jej wznawiać. A skąd pomysł na kartki? Będąc w Kolonii, w Niemczech odwiedziłam muzeum. Byłam w szoku, bo doszło do mnie, że przecież można podziwiać sztukę, która została stworzona setki lat temu. Jeśli masz pędzel, możesz namalować coś na kartce papieru i stworzyć rzecz, która przetrwa wieki. Widzisz to i możesz tego dotknąć, doświadczyć fizycznie. Muzyka nie jest namacalna, jest nagrana. Więc pomyślałam, że to będzie interesujące, jeśli dam od siebie coś trwałego, ponieważ również rysuję i maluję. Ten rodzaj sztuki jest bardziej konkretny, niż to, co jest nagrane. Muzykę słyszysz w danym momencie, a potem ona znika. Rysunek możesz mieć zawsze. Więc postanowiłam namalować kartki i dołączyć je do płyt. I wyszło naprawdę OK, odzew był piękny, nie spodziewałam się nawet, że będzie tak duży. Kiedy wszystkie płyty znajdą nowych właścicieli, usunę ten album również z Bandcamp. A zostało już ich kilka ostatnich sztuk. Więc to naprawdę ostatnia szansa, aby zdobyć ten materiał.

Zdradzisz, jaki tytuł będzie miała nowa płyta?

Old boy”. Tak mi się wydaje. To jest również tytuł pierwszej piosenki, jaką napisałam dla taty, który zmarł rok temu. Utwory z nowego albumu napisałam właśnie dla niego. Ich głównym tematem jest zdrowie psychiczne i świadomości tego tematu. Tata cierpiał na depresję i alkoholizm, ja również to przeżywałam, bo mieszkałam i dorastałam z tym. Doświadczyłam też tego problemu na sobie. Myślę, że my jako ludzie nie jesteśmy dostatecznie otwarci, a powinniśmy dzielić się swoimi odczuciami i przeżyciami z innymi, być wobec siebie szczerzy. Muzyka to mój sposób na bycie autentyczną i szczerą, mówienie o tym, czego doświadczyłam ja i czego doświadczył on. Mój tata jest inspiracją tych piosenek, ale pisałam je z intencją, żeby pokazać ludziom, że nie są sami z problemem.

Twoje teksty, również z wydanych już płyt, są bardzo intymne. Czujesz się skrępowana dzieląc się swoimi osobistymi uczuciami i historią z publicznością? Mówiłaś kiedyś, że jesteś raczej skryta.

Chyba zawsze będę taką osobą, ale jestem już jednak bardziej otwarta, bo czuje się lepiej w mojej własnej skórze. Lubię fakt, że jestem coraz starsza, bo z wiekiem czuję się lepiej sama ze sobą. To bardzo ważne. Na początku, gdy zaczęłam występować, nie zakładałam okularów na scenę, bo nie mając ich na nosie, nie widziałam ludzi. I to było dla mnie wygodne. Niestety – mogłam grać i śpiewać, ale nie widziałam setlisty. Więc zakładałam i ściągałam okulary między każdą piosenką. <śmiech> Ale teraz noszę je cały czas. Chce widzieć ludzi, mieć z nimi kontakt, dzielić się doświadczeniami. Już się do tego przyzwyczaiłam. Jest to nadal w pewnym stopniu przezwyciężanie samej siebie, ale czuję się już o wiele lepiej.

Jesteś w stanie wybrać jedną piosenkę, która jest dla Ciebie najważniejsza w całym dorobku?

Myślę, że z piosenek, jakie już wydałam to „Mother” jest dla mnie bardzo wyjątkowa, osobista. Przeczytałam kiedyś cytat Charles’a Bukowskiego, w którym powiedział, że wiesz, że napisałaś coś dobrego, jeśli obraziłaś tym najbliższych ci ludzi. A gdy napisałam piosenkę „Mother”, mojej mamie bardzo się to nie spodobało. Pytała mnie, dlaczego nagrałam coś takiego, czy to było o niej. Bo „mother” to po polsku oczywiście „mama”. A tekst piosenki jest o porzuceniu. Mam bardzo dobre relacje z mamą, ale wiadomo, w rodzinie bywa różnie. Więc niestety obraziłam mamę, ale to było prawdziwe i szczere. Przez to odkryłam, że szczerość może być bardzo potężnym narzędziem, bo wyraziłam siebie, powiedziałam, jak naprawdę się czuję. Dlatego myślę, że „Mother” to dla mnie najważniejsza piosenka.

Masz za sobą już bardzo dużo występów. Czy zmieniło to Twoje nastawienie do grania na żywo? Kiedyś mówiłaś, że scena Cię krępuje.

Każdy występ jest inny. Grając solo jestem sam na sam z publiką. Wtedy wolę być w mniejszym klubie, bo kameralna atmosfera ułatwia kontakt z ludźmi. Natomiast gdy gram z zespołem jest dla mnie obojętne, gdzie występujemy, bo mam towarzystwo i możemy się razem bawić spędzając miło czas na scenie.

Opowiedz, jak się stało, że zajęłaś się graniem.

Od zawsze interesowałam się muzyką. Na początku grałam na skrzypcach oraz flecie. Ale to była muzyka klasyczna i nie było w tym swobody ani artystycznej wolności. Więc kiedy skończyłam 17 lat ruszyłam w podróż po Stanch Zjednoczonych. Poznałam wtedy dużo ludzi, głównie bezdomnych nastolatków, którzy włóczyli się tak jak ja, grali na różnych instrumentach akustycznych, takich jak gitary, banjo, akordeony. Nawet na walizkach, które służyły jako bębny. <śmiech> To było surowe i pełne emocji. Gdy grasz na ulicy, ludzie nie patrzą na ciebie, nawet cię nie zauważają. A te dzieciaki właśnie w ten sposób zarabiały na życie. Było ciężko, ale robili to z pasji. To mnie naprawdę zainspirowało. Więc wróciłam do domu, do Kolorado. Miałam wtedy 19 lat i zmagałam się z depresją. Słuchałam piosenki „Waiting Around To DieTownes van Zandt po raz pierwszy w życiu i miałam ciarki. Poczułam coś, czego nie czułam nigdy wcześniej. To była taka potężna piosenka, poruszyła mną totalnie i poczułam, że też muszę robić coś takiego. Wiec zaczęłam grać. Zabrałam ojcu jego gitarę, nauczyłam się kilku akordów i pisałam pierwsze piosenki. Ale byłam bardzo nieśmiała, wstydziłam się, dlatego też grałam tylko w swojej sypialni. Albo na imprezie, jak trochę wypiłam. <śmiech> Czasami jedynym powodem, dla którego szłam na imprezę było to, że mogłam wziąć drinka, usiąść w kącie i grać na gitarze. Tak też poznałam kilkoro przyjaciół, bo podchodzili do mnie i mówili „O! Grasz na gitarze. Ja też, mogę do ciebie dołączyć?” Byliśmy dziwakami, outsiderami, którzy w pewnym momencie poznali się na imprezie.

Wiem, że łączy nas uwielbienie do Chelsea Wolfe. Jest ona dla Ciebie inspiracją?

To co ona robi jest bardzo inspirujące. Ale w przeciwieństwie do Chelsea, nie potrafiłabym cały czas grać smutnych piosenek. Mam swoją zabawną stronę i chcę czasami grać zabawne i lekkie utwory.

Grać na żywo zaczęłaś tak naprawdę dopiero po przyjeździe do Polski. Planujesz trasę bądź chociaż mini-trasę po Stanach?

Byłoby fajnie. Zobaczymy. Po wydaniu płyty chciałabym zorganizować trasę po Europie i potem po USA, spędzić tam parę tygodni, a potem wrócić do Polski, To byłoby super. Ale jak chcesz organizować takie trasy, to musisz je planować już półtora roku wcześniej. Cały czas myślę o tym. Moim marzeniem jest grać muzykę cały czas. <śmiech>

Zamierzasz kiedyś wrócić do Stanów i tam kontynuować karierę?

Myślę o tym, ale na razie nie jestem jeszcze gotowa, by wrócić na stałe do Ameryki. Lubię mieszkać zagranicą.

Komenatrze

komentarz

Sandra Kostromska

Sandra Kostromska

Polub nas!

Patronat

Reklama

Polecane koncerty

Polecamy również

Reklama

Instagram

Instagram has returned empty data. Please check your username/hashtag.