Przez ostatni tydzień Chorzów opanował Vinyl Festival, w ramach którego w całym mieście można było natrafić na koncerty, projekcje filmów, wykłady czy jedną z większych na Śląsku giełdę winyli. Kulminacyjnym dniem całego festiwalu była sobota 12 maja, podczas której na scenie Sztygarki wystąpił Krzysztof Zalewski.

Jadąc na koncert wiedziałam, że czeka mnie godzinne spalanie kalorii w rytmie najlepszej muzyki. Na koncertach tego wokalisty nie da się stać bezczynnie, jedynie raz na pięć minut kurtuazyjnie klaszcząc. To nie ten typ wykonawcy i nie ten styl koncertowania. Krzysztof lubi przykuwać uwagę słuchacza, nikogo więc nie zdziwi fakt, że trzyosobowy zespół ubrany był jednolicie na czarno, natomiast wokalista wystąpił w intensywnie turkusowym garniturze z klapami wyszytymi czarnymi cekinami. Tym razem obyło się jednak bez czarnego makijażu oka, co może być dla niektórych szokujące.

Artysta zagrał setlistę, którą wytrawny fan bez trudu rozpozna. Taki sam zestaw utworów można było usłyszeć podczas Enea Spring Break w Poznaniu. Jedyną różnicą był aż podwójny bis, podczas którego usłyszeliśmy cztery utwory. Artysta wykonał między innymi fragment „Chwili”, którą wykonuje w ramach projektu Albo Inaczej 2. Koncert rozpoczął utworem z płyty „Złoto”, który w oryginale śpiewał razem z Natalią Przybysz, „Jak Dobrze”. Po tej rozgrzewce przyszedł czas na „Chłopca” i „Lukę”. Koncert zakończyła znana wszystkim ballada „Miłość Miłość” i kontrowersyjny kawałek „Polsko”.

Koncerty Krzysztofa Zalewskiego są jak potężna dawka endorfin, tylko nie zostawiają po sobie bolesnego śladu po igle. Ja jestem przekonana, że raczej prędzej niż później wybiorę się na kolejny, ponieważ już brakuje mi energii, którą emanuje wokalista. Wszystkim szczerze polecam wybranie się chociażby eksperymentalnie. Uwierzcie, to może być Wasze nowe uzależnienie!

Komenatrze

komentarz