Jego twórczość jest wyjątkowa: to połączenie artystycznego popu z elementami muzyki filmowej. Występy na żywo opisywane są jako zaplanowane od A do Z spektakle, a sam Ralph jako objawienie sceny muzycznej. Nic dziwnego, że koncerty wyprzedają się do ostatniego miejsca, a zaproszeń na największe letnie festiwale nie brakuje. I choć debiutancki album m o r z e został wydany blisko dwa lata temu, to muzyk zdecydowanie nie przestaje zaskakiwać na swoich koncertach. 


★ Jakie masz odczucia po zakończonej kilkanaście dni temu trasie m o r z e – pierwsze przemyślenie, które Ci się nasuwa na spokojnie po czasie? Kiedyś powiedziałeś, że pierwsze koncerty na trasie stresują Cię bardziej niż te finałowe – wciąż tak jest?

Skupiam się na tym, że zaczęła się nowa trasa i muszę dopiąć wszystko na ostatni guzik. Trema – pracowałem nad nią już od stycznia, ale wszystko minęło bardzo szybko. Dwa ostatnie koncerty finałowe były dla mnie bardzo emocjonalne i trema nie odpuszczała do końca, a było to spowodowane zawieszeniem współpracy My Best Band In The World.

★ Występy w Opolu, u Jakóbiaka czy na Sofarach pokazują, że publiczność również pozytywnie odbiera Twoją twórczość w wersji bardziej akustycznej. Myślałeś kiedyś, żeby m o r z e wydać w takiej formie i/lub prezentować na koncertach czy jednak od samego początku chciałeś przedstawiać je w takiej artystycznej, teatralnej formie?

Wydaje mi się, że rzucanie się na głęboką wodę i granie koncertów w dużym składzie było dla mnie bardziej ekscytujące i według mnie, najbardziej oddawało mój debiutancki album. Nie było to proste, ponieważ debiutant i duży skład kompletnie się nie kalkuluje. Cieszę się, że postawiłem na swoim – miałem dobre przeczucie, ale nie udałoby się to bez My Best Band In The World, którzy ponieśli ze mną to ryzyko.

★ Na londyńskim Sofarze zdecydowałeś się na śpiewanie po polsku, gdzie większość muzyków wybrałaby utwory po angielsku, by publiczność mogła lepiej zrozumieć i przyswoić prezentowaną twórczość. Skąd taka – nie da się ukryć: odważna, ale i pozytywna w skutkach – decyzja?

Polski to język moich emocji, które w bardziej autentyczny sposób dotrą do widza, nawet tego który nie rozumie naszego języka. Sam wiem po sobie, że wolę słuchać zagranicznych twórców w ich ojczystym języku, pomimo że nieraz nagrywają alternatywne wersje piosenek po angielsku. Język polski jest czymś egzotycznym dla zagranicznych słuchaczy, a śpiewanie po angielsku jest dla mnie zbyt przewidywalne.

★ Nawiązując do Lata bez Ciebie – jak to się dzieje, że piosenkę z raczej „negatywnym” przesłaniem przedstawiasz w tak radosny sposób? Ludzie mają to do siebie, że nie potrafią mówić radośnie o przykrych wydarzeniach z życia.

Zestawienie smutnej tematyki z wesołą melodią nieraz podbija ten smutek i daje mu większy wydźwięk, tak jest w przypadku Lata Bez Ciebie – pamiętam duży smutek i tęsknotę za wymarzonym latem z przed kilku lat, kiedy lato kojarzyło się z miłością i beztroską.

★ Słowo „artysta” jest nagminnie nadużywane – według mnie takich artystów z krwi i kości w Polsce mogłabym zliczyć na palcach dwóch rąk. Obok nazwisk Grechuta, Lipnicka, Nosowska czy Riedel postawiłabym Twoje. A kto dla Ciebie jest takim artystą – autentycznym, szczerym, prawdziwym?

To prawda, przeraża mnie jak niektórzy nazywają tak siebie bez pardonu. Myślę, że jeżeli ktoś jest artystą to nie potrzebuje tego nazywać i epatować tą nazwą. Dla mnie artystą jest każdy, kto wyraża siebie i tworzy swoją bezkompromisową sztukę. Takim artystą jest chociażby Frank Ocean, był nim Niemen. Wiele tych wspaniałych nazwisk cenię.

★ Ostatnio sięgasz także za nietypowe projekty jak Albo Inaczej 2, duet z Holakiem czy udział na najnowszym wydawnictwie Flirtini. Skąd nagłe zainteresowanie między innymi rapem – ciekawość, czy podołasz w twórczości zupełnie innej od Twojej, czy raczej traktujesz to jako ulepszanie swoich możliwości wokalnych i rozwój?

Traktuję to jako pokazywanie się z innych stron i zaskakiwanie moich odbiorców. Nie chcę się zamykać na jedną stylistykę.

★ Od ostatniego koncertu (w Krakowie, przyp. red.) zawiesiliście współpracę z zespołem. Nigdy nie kryłeś, że dzięki nim jesteś w tym miejscu, w którym jesteś. Fani również pokochali zespół tak jak i Ciebie – nie bałeś się, że bez nich sobie nie poradzisz? Albo że fani nie będą potrafili się pogodzić z Waszą decyzją?

Tak to prawda, to bardzo ważne osoby na mojej drodze, nie raz o tym wspominałem. Przeszliśmy ogromnie trudną drogę i to doświadczenie na pewno wiele nas nauczyło. Pierwsze koncerty były bardzo ciężkie. To co działo się na scenie i frekwencja oraz oddanie ludzi od samego początku było dużym zaskoczeniem i sukcesem, dawało kopa do dalszej pracy i wynagradzało ciężkie warunki, w jakich nie raz przychodziło nam być. Teraz śmiejemy się z obskurnych hosteli, tzw. „Januszy nagłośnienia”, najtańszej Margerity na obiad oraz innych ciekawych historii, które nas spotkały.

Na pierwszej trasie mogliśmy liczyć tylko na siebie i to było piękne. Później przyszedł dla mnie ciężki czas w życiu i zespół stał się moim fundamentem. Ostatnia trasa m o r z e była ogromnym sukcesem. Każdy członek MBBiTW to indywidualista, który chce rozwijać się w swoim kierunku i ja to rozumiem, co nie zmienia faktu, że bardzo przeżyłem nasze rozstanie – jestem osobą, która nie lubi zmian, choć zmiany zazwyczaj wychodzą na dobre. Wiedziałem, że ogłoszenie tej informacji wywoła smutek w wielu naszych odbiorcach i tego głównie się bałem.

★ Jesteśmy po pierwszych koncertach Lata z Tobą w zupełnie nowej odsłonie – ostatnia trasa okazała się ogromnym sukcesem, w którym udział miały największe gwiazdy sceny muzycznej. Czy na obecnej, z biegiem czasu, też możemy spodziewać się takich niespodzianek? 

Niespodzianki to niespodzianki, nie powinno się o nich mówić 🙂

★ Od dawna obserwuję Ciebie i fanów – dla których ważniejsze są spotkania z Tobą niż „atrakcje” koncertowe. Nieustannie zachwyca mnie Twoje podejście do nich – z uśmiechem obserwuję, jak zostajesz do przysłowiowego ostatniego fana, by z każdym zamienić choć słowo. Niewiele znanych osób pozwala sobie na taką otwartość. Czym to jest spowodowane?

Może tym, że staram się traktować fanów tak jak sam chciałbym być traktowany na ich miejscu. Nadal nie mogę uwierzyć, że niektórzy widzą we mnie idola, jakoś tak nie potrafię tego do siebie przyjąć. Jest to bardzo przyjemne uczucie, ale również bardzo krępujące.

★ Od Ciebie bije przede wszystkim skromność. Jak reagujesz na zaproszenia na festiwale takie jak: Open’er, Kraków Live czy ostatnio Orange Warsaw? Nie dowierzasz czy raczej myślisz sobie: „cholera, chyba jednak jestem dobry w tym, co robię”?

Czuję ogromną radość i spełnienie marzeń oraz wielką ekscytację! Występ na tych festiwalach był dla mnie czymś najbardziej wymarzonym.

★ Festiwal Apple Air – jeszcze w tym roku? Fani nie mogą doczekać się jakiś szczegółowych informacji: pracujesz nad line upem? Jakiś wymarzony muzyk/zespół, który zgodziłby się wystąpić?

Apple Air Festival to moje kolejne dziecko, które mam nadzieję, że niebawem dojdzie do skutku. Ze względu na inne zobowiązania postanowiłem przenieść organizację festiwalu na przyszły rok i dobrze się do tego przygotować. Mam nadzieję, że wszystko się uda, ponieważ czeka mnie bardzo ciężkie zadanie.

★ Poprzednia trasa okazała się ogromnym sukcesem – sold outy, ciągle powiększające się grono fanów, niesamowite niespodzianki, a Lato z Tobą też zapowiada się na tak pozytywny odbiór. Czego mogę Ci życzyć? Byś się nie zmieniał? Nie wyglądasz na osobę, której grozi sodówka. 

Myślę, że zdrowia, siły oraz inspiracji, bo bez tego byłoby ciężko.

★ Ostatnio słuchana piosenka, która nie chce wyjść Ci z głowy? F.R. David – Words don’t come easy 🙂

★ Wymarzona kolaboracja z polskim i zagranicznym wokalistą? Polska – Stanisława Celińska, zagraniczna – Fever Ray.

★ Na czyj koncert w najbliższej przyszłości planujesz się wybrać? Mam nadzieję, że uda mi się być na The Rolling Stones.


Więcej:

Ralph na Facebooku

Komenatrze

komentarz