W czwartkowy wieczór w niewielkim, toruńskim NRD publiczność zebrała się co najmniej licznie, by zobaczyć występ Coals. Jednak nim przejdziemy do zeszłorocznych debiutantów, na uwagę zasługuje supportujący Welur. 

Niepozorne trio od pierwszych dźwięków pokazało, jaką ma moc i możliwości. Grający punka band zagrał solidną dawkę dobrej muzyki – wokalistka bez problemu poradziła sobie z, początkowo, nieprzekonaną publicznością. Nie da się ukryć, że nie brakuje jej ani umiejętności mocnego grania ani siły w płucach. Momentami miałam wrażenie, że muzyka zlewa się ze słowami i ciężko było mi je wyłapać – jednak wydaje mi się, że problem był związany z małym miejscem, do którego twórczość Weluru zdecydowanie nie była przystosowana. I choć zespół gatunkowo nie pasował mi praktycznie wcale, to zrobił na mnie (i nie tylko) niemałe wrażenie. Wydany w lutym bieżącego roku debiutancki album również zachwyca, dlatego wszystkich fanów mocniejszego grania Welur powinien zainteresować.

✘✘✘

Ze wstydem przyznaję, że twórczości Coals nie przyglądałam się bardziej. Zespół kojarzyłam, a parę utworów słyszałam dzięki playlistom Spotify, ale zainteresowały mnie one na tyle, że nie mogłam przegapić kolejnego już koncertu w Toruniu. Wieczór zaczęłam trochę z obawami, trochę z ciekawością – nie chciałam się zawieść po tym, co zaprezentowali na debiutanckim  Tamagotchi. Były one zdecydowanie niepotrzebne, ponieważ jedna z pierwszych rzeczy, jaka nasunęła mi się podczas koncertu, to ciekawa barwa głosu Kasi – momentami przypominająca mi Florence Welch. Wokal od samego początku robił niesamowite wrażenie. Dlaczego? Można było zarówno zobaczyć i usłyszeć, że wokalistka bawi się swoim głosem – dosłownie w ciągu kilku sekund z niskiego dołu przechodziła w wysokie dźwięki, robiąc to z łatwością i wyczuciem.

Kasia idealnie zgrywała się z Łukaszem, który zajmował się oprawą dźwiękową. Alternatywne brzmienia przeplatały się z elektronicznym popowym bitem i inspiracjami Skandynawią – była to mieszanka ciekawa i dobra, zdecydowanie wpadająca w ucho. W niektórych utworach muzyk łapał również za gitarę, z którą obycia nie można mu odmówić. Duetowi towarzyszył Bobovsky, który współpracował już z Coals przy okazji utworu Rave03 – dzięki któremu basowe dźwięki nadawały piosenkom nowe brzmienie.

Cały koncert utrzymany był w nastrojowej i zadymionej oprawie, dzięki czemu twórczość zespołu również nabrała wyjątkowego klimatu. Dodatkowo, muszę pochwalić Coals za kontakt z publicznością – doskonałą robotę wykonał Łukasz, który nie szczędził żartów i anegdotek. Po zapoznaniu się z Tamagotchi na żywo już wiem, że polubię się z albumem na dłużej, a świadczyć o tym może fakt, że od tego czasu leci on nieprzerwanie na Spotify.

✘✘✘

Komenatrze

komentarz